Posty

Wyświetlanie postów z 2018

...spróbowała

No i co teraz? Zaczęła kopać i nie rozumie, kiedy ktoś mówi, że nie chce mówić. Minęły prawie 2 tygodnie i nie zdarza się to co zwykle, że rozdrapane tam sprawy jakoś się trochę zabliźniają a to... Chciała za dużo. I skoro tam przemilczałam ponad pół godziny to jak mam komuś powiedzieć o tym co tam się wydarzyło. Z tym jestem sama! Nie chce się goić a zaraz znów wtorek. Tym razem mam trzy tygodnie przerwy. Trochę pościemniałam, ale w tym momencie to chciałabym tym rzucić a nie podkładać się kolejny raz... żeby znowu zapytała i znowu polały się łzy. Porażka.  

Nie potrafie

Długo nie pisałam, bo myślałam, że jest lepiej i, że wychodzimy z zakrętu. Myliłam się! Z własnej woli straciłam wokół siebie ludzi a kolejni znikają. Łatwo się mówi "wyjdź z domu", "zrób coś", "spotkaj się z kimś"... Zrobiłam ostatnio listę osób do których nie byłabym się zadzwonić i poprosić o cokolwiek w środku nocy. Dwie- w porywach trzy... Reszta ma rodziny, małe dzieci, studia, ... Jeśli to czytasz to albo przypadkiem albo zaufałam więcej niż trochę. Wiesz czego dziś potrzebowałam? Wiem, że całemu światu powtarzam, że sama, że strongwomen, że nie chce, że się boje. Niedawno ktoś napisał do mnie na fb słowa, które podobno są słowami mojego prawdziwego serca. I uciekłam. Dlaczego? Miał rację. "Ratunku, p...

12 kilometrów myśli

Ile można myśleć? Pewnie dużo... 12 km to jakieś 2 godziny dreptania. Nie było tego w planach, ale kiedy konto świeci pustkami to i spacery zaczynają mieć sens. We wtorek kolejne 8 km... To miało pomagać. Wypełniać czas i dawać zmęczenie. Prawie wychodzi. "cukierki" nie chcą działać a ja mam dość. Dwa tygodnie- 24godz/dobę z ludźmi było wyczynem. Teraz znów uciekam. Znów sama, znów łzy i strach przed samą sobą. I jeszcze to wszystko w środku co się kisi po rekolekcjach -ubranie tego w słowa było by cudem na który mnie nie stać. Jeśli Ty tam jesteś, gdzieś w zaświatach to proszę Cię o znak/o człowieka/o sytuację z pewnością, że to od Ciebie i, że  jeszcze chociaż odrobinę Ci zależy pomimo tego, że mi chyba przestaje. Jeśli jes...

Dwa tygodnie

17 dni rekolekcji minęło w ekspresowym tempie. Były tam ze dwa takie poważne kryzysy emocji, ale poza tym dałam radę. Nikt nie ucierpiał i nikt nie stracił życia. Czułam, że jestem bezpieczna, na grupę wkurzyłam się tylko raz tak porządnie, było mnóstwo zajęcia, uśmiechnięci ludzie którym byłam potrzebna, odpowiedzialność za kogoś i może kilka tabletek więcej niż powinnam. Codzienna Msza św. na którą zawsze miałam jakąś intencje, co pomagało ją przeżyć dobrze. A z Góry dostawałam tyle, że w pewnym momencie prosiłam, żeby przestał bo nie ogarniałam. Strachu było dużo i kilka sytuacji, które mnie paraliżowały, ale dzieciaki przeskakiwały swoje strachy co dawało mi motywację i nadzieję, że mimo wszystko się uda....

Choroba...

Dziś pierwszy raz pozwoliłam sobie nazwać mojego odwiecznego "tchórza" chorobą. Nie wiem jak mi z tym. Z jednej strony przecież jestem winna tym wszystkim ucieczkom i ranienia ludzi a z drugiej... przecież nie chcę być chora. W czwartek wizyta u Pani Doktor i znów to pytanie, którego nienawidzę: jak z Pani radością życia? Mam wtedy ochotę wyjść i już nie wrócić. No do jasnej ch..... jak ma być skoro wszystkiego się boję?

Wdzięczność

Dziś ktoś mi podziękował. Bardzo tego nie lubię. Wzruszenie wzięło górę a przecież tak bardzo nie zasłużyłam. Jest mnóstwo ludzi, którzy daliby lepszy przykład niż ja. A mimo to może udało mi się im coś dać z tego mojego poharatanego serducha. Jestem wdzięczna za nich, za całą dziewiątkę, mimo to, że nie wszyscy dziś stanęli z dojrzałością wiary. Za każde ich słowo, pytanie, ciekawość i sprawdzanie mojej cierpliwości, wiedzy i wiary. Dziękuję za czerwoną różę, która wiele znaczy i ich podpisy w albumie. Byle, od dzis, mieli większą świadomość tego czym jest odpowiedzialność za wypowiedziane, przed całym Kościołem, słowa pragnienia.

Strachy

Coraz bliżej rekolekcji, wiec kolejny strach rośnie. Mam im dać świadectwo a nie czuję się nawet w 1% do tego zdolna. Tak bardzo niedoskonała i tak bardzo niebezpieczna w pewnym sensie. I mam być za kogoś odpowiedzialna? Boję się, że tam przyjdzie moment, kiedy  nie dam rady ze swoimi emocjami. Co wtedy?

Nadzieja

No i co? Człowiek liczy na cud a co dostaje? Kolejne "nie bój sie". Przecież szlak mnie trafi... Kiedy potrzebujesz, żeby poprostu ktoś był obok a oni znów wiedzą lepiej. Sama już nie wiem które jest najgorsze... Czy banie się ludzi, decyzji czy siebie czy depresyjne "nie chce mi się już oddychać". Oczywiście, że wolałabym się nie bać, ale co ja mogę?

Dlaczego?

Dlaczego ja? Dlaczego aż tyle? Dlaczego teraz? Nie rozumiem i chyba nikt nie ma odpowiedzi na te pytania. Depresja, nerwica lękowa i dwubiegunówka... Do kompletu brakuje jakiegoś Parkinsona albo innych "gratisów". Dlaczego blog? Bo zbyt wielu ludzi już ucierpiało przez to a ja już nie mam siły przepraszać po każdym "chce sama", "zostaw", "boję się ". Może tak uda się nazywać to co dzieje się w środku i co nie pozwala normalnie żyć.