Dwa tygodnie
17 dni rekolekcji minęło w ekspresowym tempie. Były tam ze dwa takie poważne kryzysy emocji, ale poza tym dałam radę. Nikt nie ucierpiał i nikt nie stracił życia. Czułam, że jestem bezpieczna, na grupę wkurzyłam się tylko raz tak porządnie, było mnóstwo zajęcia, uśmiechnięci ludzie którym byłam potrzebna, odpowiedzialność za kogoś i może kilka tabletek więcej niż powinnam.
Codzienna Msza św. na którą zawsze miałam jakąś intencje, co pomagało ją przeżyć dobrze.
A z Góry dostawałam tyle, że w pewnym momencie prosiłam, żeby przestał bo nie ogarniałam.
Strachu było dużo i kilka sytuacji, które mnie paraliżowały, ale dzieciaki przeskakiwały swoje strachy co dawało mi motywację i nadzieję, że mimo wszystko się uda.
Komentarze
Prześlij komentarz